Skoro święta, to nie może zabraknąć też i śledzi. Przepisów na nie jest ogrom. Ja polecam wypróbowany przepis, gości na naszym stole od kilku lat - zawsze wygrywa na popularności z maminymi śledziami w oleju ;) Minimum składników, maksimum smaku. A co najważniejsze, można je zrobić kilka dni przed świętami ;)
Składniki:
- 1 łyżka miodu naturalnego
- 4 średnie cebule – może być więcej
- 2 łyżki octu balsamicznego
- 2-3 łyżki koncentratu pomidorowego
- olej (tylko tyle by zeszklić cebulę)
Cebulę pokroić w piórka, na rozgrzany olej wrzucić cebulę i dusić do
miękkości, następnie dodać miód, ocet i koncentrat. Dokładnie wymieszać,
przyprawić solą i pieprzem. Sos odstawić by wystygł. Płaty matiasów można
wymoczyć, ale nie jest to koniecznie jeśli ktoś lubi ich zdecydowany smak. Jeśli są wyjątkowo słone, można je przelać zimną wodą. Śledzie pokroić na kawałki, układać
warstwami w słoiku: sos, śledzie, sos, śledzie - ostatnią warstwą powinien być sos. Przykryć i
dostawić do lodówki na 2-3 dni.
Moje rady:
- Śledzie im dłużej są w lodówce, tym są smaczniejsze, dlatego ja ich w ogóle nie płuczę, tylko od razu przekładam sosem.
- Pod wpływem czasu ich smak zostaje przełamany. Z tego względu nie dodaję soli do sosu, ta ze śledzi w zupełności wystarcza.
- Im krócej śledzie się moczyły, tym dłużej można je przechowywać w lodówce. U mnie najdłużej stały 2 tygodnie.
Przyznam, że miałam duży problem, czy tak nazwać te śledzie. Nazwa nie
jest zastrzeżona, ale ilość przepisów w sieci pod tą nazwą jest ogromna,
a składniki w nich zawarte czasem wprawiają w osłupienie. Wychodzi na
to, że każdy śledź będzie "po kaszubsku" jeśli tylko w składzie będzie
miał cebulę i koncentrat pomidorowy ;)